sobota, 10 sierpnia 2013

Part I - This is my story



„Chciałabym móc cofnąć czas i przeżyć te kilka chwil jeszcze raz…”

Nie żałuje niczego z mojego życia, choć za parę rzeczy mam żal… Zwłaszcza do mojej mamy i jej partnera. Nie miałam dzieciństwa, w dorosłość wchodziłam jako zastraszona małolata z depresją i próbą samobójczą. Trzy miesiące po wejściu w dorosłość zamknięto mnie w jednym z Zakładów Psychiatrycznych w New York po tym jak pocięłam swoje nadgarstki, a potem miałam kolejny napad nerwicy. Byłam wrakiem człowieka. Ojczym bił mnie na potęgę. Chciałam, żeby ktoś mi pomógł. Zauważył, że psychicznie już umarłam. Nie byłam tą samą Kendall co zawsze. Ta wiecznie uśmiechnięta nastolatka zamieniła się, umarła. Stałam się ponurym wrakiem o pustym wzroku. Wszystko topiłam w alkoholu i narkotykach. Starałam się odreagować. Nie chciałam wracać do domu pełnego awantur. Chciałam… Chciałam być szczęśliwa. Potrzebowałam tylko, żeby ktoś mnie przytuli i powiedział, że jestem potrzebna. Nic więcej. Marzyłam, żeby życie nabrało w końcu barw. I w końcu nabrało, ale zacznijmy od początku…
Słońce świeciło nie miłosiernie prosto w okna mojego pokoju. Jednak jak to ostatnimi czasy ja tego dnia leżałam w swoim łóżku. Mama była jak zawsze w pracy, a ojczym wyżywał się na wszystkich. U mnie to było normalne. Zatykałam uszy starając się nie słuchać jego ujadania, modliłam się żeby świat się skończył. Chciałam umrzeć. Cierpiałam. Bardzo cierpiałam i nie wiedziałam jak mam sobie pomóc. Zawsze wyżywałam się na swoich rękach, ale nie chciałam tego już robić. Potrzebowałam być wolna. Unieść się ponad ziemię i zająć się własnym życiem.
Spakowałam swoje rzeczy i wybiegłam z domu. Michael dopadł mnie w ogrodzie. Dostałam w twarz. Poczułam jak krew napływa mi do ust. Wiedziałam, że muszę uciekać i to jak najdalej stąd.
Z krwawiącymi ustami poszłam do mojej chrzestnej. Elizabeth zawsze mi pomagała. Była dla mnie ostoją i pomocą w tym wszystkim.
Zadzwoniłam do jej drzwi. Drewniana powłoka niemal od razu się otworzyła i zobaczyłem Thomas ’a, męża mojej cioci. Spojrzał na mnie. Był przerażony. Widziałam to w jego oczach. Szybko złapał moją torbę i poprowadził mnie do salonu. Eli była siostrą mojej mamy. Wszyscy bardzo przeżyliśmy to, że tata się zabił. Długo wszyscy płakaliśmy, tyle, że teraz Anne – moja mama – wpakowała nas w to samo bagno. Jednak tata nie umiał powiedzieć do mnie ‘ty dziwko’ i bynajmniej nigdy mnie nie pobił, bo mnie kochał. Na ten swój magiczny sposób.
Nagle do salonu, w którym posadził mnie wujek wpadła moje ciocia z masą ręczników i tysiącami innych rzeczy. Czułam się wtedy tak… dziwnie. Kobieta spojrzała na mnie z troską w oczach.
-Ten gbur znów Cię uderzył- powiedziała ze współczuciem. Pokiwałam tylko swoją głową. Mama powinna już dawno od niego odejść, ale nie umiała. Wszystko było nie tak jak powinno! Czy ja naprawdę musiałam szukać pomocy u ciotki, bo mój dom to było istne piekło? Cierpiałam. Bardzo cierpiałam. Kobieta zajęła się moją twarzą. Siedziała obok mnie i delikatnie ręcznikiem jeździła mi po twarzy. Czułam się lepiej i w końcu ją przytuliłam, a potem wszystko samo poszło. Łzy kapały mi po policzkach stałym ciurkiem. –Musisz się w końcu stamtąd wynieść skarbie- powiedział wujek, który usiadł obok nas i delikatnie tulił do siebie.
-Nie mam gdzie- szepnęłam ochrypłym od płaczu głosem. Taka była prawda. Nie miałam nikogo kto mógłby mi pomóc. Do cioci i wujka się nie pchałam bo sami mieli trójkę dzieci i do tego ja z depresją? Nie! Kiedyś mi proponowali wspólne mieszkanie, ale odmówiłam.
-Wiesz kochanie, a może do Londynu. Przecież wiesz, że babcia Cię przyjmie, a zawsze chciałaś tam mieszkać- powiedziała Eli, patrząc na mnie z uśmiechem. Tak. Chciałam zawsze mieszkać w UK. Zwiedzić Europę. Miałam się wybierać zawsze do ukochanej babci, ale nigdy nie miałam na to pieniędzy. Wszystko co dostawałam Michael przechlewał jakby to było jego, a mama nie umiała nic z tym zrobić.
-Tylko co babcia na to?- Zapytałam smutno. Nie miałam nic. Byłam nikim. Przynajmniej miałam wujostwo i babcię.
-Nie martw się, zaraz to załatwimy, a teraz się prześpij- powiedziała kobieta całując mnie w czoło. Wygodnie rozłożyłam się na kanapie. Tom przykrył mnie kocem. Nagle odezwała się moja komórka.


Masz nową wiadomość od: Mama

Gdzie jesteś Kendy?


Zaklęłam pod nosem. Nagle zaczęło jej na mnie zależeć? Łzy znów pociekły mi ciurkiem. Ciocia podeszła do mnie wyciągając mi z rąk telefon. Spojrzała na wiadomość. Odpisała, a potem roztrzaskała sprzęcik o podłogę. Patrzyłam na to ze zdziwioną miną.
-Nie przejmuj się nią i śpij. Jak wstaniesz to wszystko będzie załatwione- powiedziała kobieta z uśmiechem. Posłuchałam jej i po prostu zamknęłam oczy. W ciemności zobaczyłam jednego z chłopaków z mojego ulubionego zespołu. One Direction. Stał i uśmiechał się. Potem dołączyła reszta chłopców. Usłyszałam nagle:
-Nie martw się Kendy… Wszystko będzie dobrze… Zobaczysz….

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz